20 lipca 2025
VI Niedziela po Zesłaniu Ducha Świętego
Wspomnienie św. Hieronima Emilianiego, Wyznawcy
Wspomnienie św. Małgorzaty, Dziewicy i Męczennicy
+ + +
[Lekcja] (Rom VI, 7-9) Qui enim mórtuus est, justificátus est a peccáto. Si autem mórtui sumus cum Christo: crédimus, quia simul étiam vivémus cum Christo: sciéntes, quod Christus resurgens ex mórtuis, jam non móritur, mors illi ultra non dominábitur.
(mszalik 1931, Biblia x. Wujka 1923) Bo kto umarł, usprawiedliwiony jest od grzechu. A jeśliśmy z Chrystusem umarli, wierzymy, iż wespół też z Chrystusem żyć będziemy. Wiedząc, że Chrystus powstawszy z martwych, więcej nie umiera, śmierć mu więcej panować nie będzie.
(mszalik 1962) Kto bowiem umarł, wyzwolony jest spod grzechu. Jeśliśmy jednak z Chrystusem umarli, wierzymy, że również z Chrystusem żyć będziemy, wiedząc, że Chrystus powstawszy z martwych więcej nie umiera i śmierć więcej już nad Nim nie zapanuje.
+ + +
„Ver. 7. «Bo kto umarł» – powiada – «usprawiedliwiony jest od grzechu».” Mówi to o każdym człowieku, że tak jak ten, kto umarł, jest już uwolniony od grzechu, leżąc jako martwe ciało, tak i ten, kto powstał z chrztu, skoro umarł w nim raz na zawsze, ma pozostać na zawsze martwy dla grzechu. Jeśli więc umarliście w chrzcie, pozostańcie umarli, bo każdy, kto umiera, nie może już grzeszyć; ale jeśli zgrzeszycie, niszczycie dar Boży. Wymagając od nas heroizmu tego stopnia, zaraz przynosi nam również koronę [nagrody], tymi słowami.
Ver. 8. «A jeśliśmy z Chrystusem umarli». I rzeczywiście, nawet przed ową koroną [na koniec], jest [już teraz] sama w sobie większa korona, [czyli już teraz] uczestnictwo z naszym Panem. Toteż On powiada: „Daję jeszcze inną nagrodę”. Jakiego rodzaju jest ta nagroda? To życie wieczne. Bo «wierzymy», mówi, «że będziemy z Nim żyć». I skąd to wynika?
Ver. 9. «Wiedząc, że Chrystus powstawszy z martwych, więcej nie umiera». I zauważmy ponownie Jego niezłomność i to, jak czyni dobro z przeciwstawnych powodów [to znaczy wyprowadzając dobro zarówno z dobra jak i ze zła]. Skoro więc niektórzy mogliby czuć się zakłopotani Krzyżem i Śmiercią, On pokazuje, że właśnie ta rzecz jest podstawą do odczuwania ufności w przyszłości. Nie zakładajmy bowiem – mówi – że skoro On kiedyś umarł, to jest śmiertelny, bo to właśnie jest powodem Jego nieśmiertelności. Jego śmierć była śmiercią śmierci, a skoro umarł [i teraz żyje], to [znaczy, że już] nie umiera.”
św. Jan Chryzostom (347 – 407)
XI Homilia na List do Rzymian
+ + +
Angielskie przysłowie mówi, że „martwy człowiek już nie opowiada bajek”. Można przez to rozumieć, że martwy już nie kłamie [czyli zimnym językiem już nie grzeszy]. Inni rozumieją to porzekadło i tak, że martwy w ogóle już nic nie może powiedzieć, dlatego niekiedy ci, którzy mają do powiedzenia coś dla kogoś niewygodnego, są uśmiercani i w ten sposób uciszani, żeby tego już nie mogli powiedzieć, przynajmniej osobiście. I w tym znaczeniu Synagoga [wówczas już Szatana] chciała wpierw uciszyć Pana Jezusa, potem Jego Apostołów, następnie wszystkich przez wieki i dziś niewygodnych uczniów Pana Jezusa. Któż bowiem stoi za uciszaniem katolików niezłomnie wiernych Tradycji, głoszących niewygodną Prawdę dziś? Ten sam Ojciec Kłamstwa. Jeśli i dziś rozbrzmiewa wspominane już nieraz przez nas ostatnio „zamknijcie się!” skierowane do katolików wiernych Tradycji, i to nawet ze strony innych katolików niby-wiernych Tradycji, to jest to to samo usiłowanie uciszenia Prawdy, które było podjęte 2000 lat temu. Zmienili się może wykonawcy i podwykonawcy tego zlecenia oraz środki – choć te ostatnie nie aż tak bardzo – a zlecenie pozostaje to samo: martwy już nic nie powie. A jak mówił Prawdę, to już Jej nie powie. I dlatego katolicy mają głosić Prawdę, bo jeśli Jej nie głoszą, to już są martwi. Katolik wierny Tradycji, który boi się powiedzieć prawdę o Prawdzie, albo też o Nią zapytać, jest chodzącym trupem. A nie tak mamy umierać za życia….
Mamy umierać dla grzechu i kłamstwa. Ma w nas umierać modernizm. Ma w nas umierać fałszywa religia, którą wiele lat nasiąkaliśmy. Mamy umierać dla naszych złych nawyków, wad i nałogów. To, co złe ma w nas umierać, a nie to co dobre. To, co fałszywe, a nie to co prawdziwe. To, co przyziemne, a nie to co wzniosłe. Ma w nas umierać tchórz i zdrajca. Żeby się mógł narodzić do końca ktoś wierny Chrystusowi, ktoś godny tej podwójnej korony wspomnianej przez Ojca Kościoła – przynależności do Chrystusa już tutaj i wiecznego życia z Nim w niebie.
Więcej na Mszach Świętych w naszych oratoriach i kaplicach.
Zapraszamy serdecznie!
Błogosławionej niedzieli!
Z Panem Bogiem!
x. Włodzimierz Małota CM
__________________________
François Louis Schmied, 1931.
„Chrystus i Szymon z Cyreny
2.
27 lipca 2025
VII Niedziela po Zesłaniu Ducha Świętego
Wspomnienie św. Pantaleona, Męczennika
+ + +
[Lekcja] (Rom VI, 21-23) Quem ergo fructum habuístis tunc in illis, in quibus nunc erubéscitis? Nam finis illórum mors est. Nunc vero liberáti a peccáto, servi autem facti Deo, habétis fructum vestrum in sanctificatiónem, finem vero vitam ætérnam. Stipéndia enim peccáti mors. Grátia autem Dei vita ætérna, in Christo Jesu, Dómino nostro.
(mszalik 1931, Biblia x. Wujka 1923) Jakiż też naonczs mieliście pożytek z onych rzeczy, których się teraz wstydzicie? Bo koniec onych jest śmierć. A teraz będąc wyzwoleni od grzechu, a stawszy się sługami Boga, macie owoc was ku poświęceniu, a koniec żywot wieczny. Albowiem zapłaty grzechowe śmierć. A łaska Boża, żywot wieczny w Chrystusie Jezusie Panu naszym.
(mszalik 1962) I cóż za pożytek wówczas mieliście z tych rzeczy, których się teraz wstydzicie? Albowiem końcem ich jest śmierć. Teraz wszakże uwolnieni od grzechu i stawszy się sługami Bożymi, macie swój pożytek w uświęceniu, a za cel — życie wieczne. Albowiem zapłatą grzechu jest śmierć. A łaska Boża — to żywot wieczny w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.
+ + +
„Ver. 21. «Jakiż owoc mieliście wówczas z owych rzeczy, których teraz się wstydzicie?» Niewola była tak wielka, że nawet samo jej wspomnienie teraz cię zawstydza; ale jeśli samo wspomnienie [niewoli] kogoś zawstydza, to rzeczywistość [niewoli] powinna [w tamtym czasie zawstydzać] o wiele więcej. I tak teraz zyskałeś na dwa sposoby: uwolniłeś się od wstydu, a także uświadomiłeś sobie swoją sytuację; tak jak wtedy byłeś okaleczony na dwa sposoby: czyniąc rzeczy zasługujące na wstyd, oraz nawet nie wiedząc, że powinieneś się ich wstydzić. To drugie zaś jest gorsze niż pierwsze. A i tak wciąż byliście w stanie niewoli. Udowodniwszy zatem wpierw szkodę poniesioną z tego, co się wówczas wydarzyło [tzn. z grzesznego życia], następnie ze wstydu z tego powodu, przechodzi do rzeczy, o której mowa. Czymże więc jest ta rzecz? «Bo końcem tych rzeczy [grzesznych] jest śmierć». Skoro wstyd wydaje się [komuś] nie być aż tak poważnym złem [w sensie szkody wynikłej z grzechu], przechodzi do czegoś bardzo przerażającego, i mam na myśli śmierć; choć prawdę mówiąc, to, co wcześniej wspomniał [czyli sam wstyd], powinno wystarczyć [by od grzechu powstrzymać]. […]
Ver. 22. «Teraz zaś, uwolnieni od grzechu i uczynieni sługami Boga, macie owoc wasz [teraz] w postaci uświęcenia, a na koniec życie wieczne». Owocem poprzednich [grzesznych] rzeczy był wstyd, nawet [już] po uwolnieniu [od nich]. Owocem obecnych rzeczy jest uświęcenie, a gdzie jest uświęcenie, tam też jest wszelka ufność. Końcem tamtych [grzesznych] rzeczy jest śmierć, a końcem obecnych [rzeczy dokonywanych w łasce] jest życie wieczne. Czy widzisz, jak wskazuje na niektóre rzeczy jako już dane, a niektóre jako wciąż [obiecane i] pozostające w nadziei, a z tego, co już jest dane, to znaczy ze świętości życia, wyciąga dowód na te pozostałe [wciąż oczekiwane z nadzieją]. By zapobiec temu, że powiesz (jako obiekcję), że wszystko [wciąż pozostaje w sferze obietnic i] leży w nadziei, wskazuje, że już zebrałeś [niektóre] owoce [przyjęcia wiary i życia w łasce]: po pierwsze, uwolnienie od zepsucia i takich złych rzeczy, których samo wspomnienie zawstydza; po drugie, stanie się sługą [Boga] w prawości; po trzecie, cieszenie się świętością [życia]; po czwarte, zdobycie życia, i to nie życia na jakiś czas, ale życia wiecznego. I mimo to, mówi: [obecnemu Panu, czyli Chrystusowi] służcie tak, jak służyliście [poprzedniemu panu, czyli Złemu]. Choć bowiem [obecny] Pan jest o wiele lepszy, i służba [u Niego] ma wiele zalet, jak też i nagrody, dla których [Mu] służycie, [powiada:] nie żądam niczego więcej [niż to, co dawaliście poprzedniemu panu].”
św. Jan Chryzostom (347 – 407)
XII Homilia na List do Rzymian
Byliśmy modernistami. I nawet nie wiedzieliśmy, że nimi jesteśmy. I nie wiedzieliśmy, że bycie modernistą – czyli wywrotowcem i burzycielem wszystkiego, co Pan Bóg ustanowił i zarządził – jest powodem do wielkiego wstydu. Teraz już coś niecoś z tych rzeczy rozumiemy. I łapiemy się za głowę, jak mogliśmy wierzyć w te różne bajki o ‘posoborowej wiośnie’ Kościoła, gdy na naszych oczach Kościół obumierał? Łapiemy się za głowę, jak mogliśmy robić te różne protestanckie i inne niekatolickie rzeczy, sądząc, że są one dobre dla Kościoła i dla naszej duszy? Nie wspominając takiej czy innej niemoralności – kto się jej dopuszczał – której samo wspomnienie teraz nami wstrząsa. Jak mogliśmy tak Pana Boga obrażać? Jak mogliśmy się tego nie wstydzić?
Dusze przyjmujące prawdziwą wiarę katolicką i zaczynające żyć w łasce Bożej, Pan Jezus wyzwala nie tylko z niewoli tych nieprawości, ale także od takiego wstydu za nie, który by je paraliżował, oraz nie pozwalał dalej już normalnie i pobożnie żyć. Pozostaje więc takiej odrodzonej duszy pamięć o jej przeszłych grzechach i błędach, i pewnego rodzaju wstyd na ich wspomnienie, ale nie jest to wstyd w sensie hańby. Hańbą byłoby trwanie w grzechach i błędach dalej.
W życiu moralnym, wstyd z powodu zgrzeszenia jest czymś zbawiennym. A brak wstydu z powodu grzeszenia jest rzeczą gorszą, niż samo grzeszenie. Już sam wstyd, przed Bogiem i przed ludźmi, powinien powstrzymywać od grzeszenia i błądzenia/bredzenia. A kto wstydu nie ma, to znaczy wstydu i hańby się nie boi, to niechże chociaż boi się piekła i śmierci wiecznej. A jeśli nawet tego się nie boi, to biada takiej duszy, bo cóż ją powstrzyma od grzechu i uratuje od wiecznej zguby? Nowa fałszywa religia odwrotna, na naszych oczach i za naszego życia, obaliła strach przed piekłem i potępieniem [bo według niej wszyscy idą do nieba], a współczesna psychologia rozprawiła się ze wstydem jako hamulcem złego i błędnego działania. A wehikuł bez hamulców gdzież skończy? Na złomie, i to bardzo przedwcześnie. A jego kierowca? W krainie zmarłych. W tym przypadku – zmarłych na wieki.
Biada duszom bez hamulców!
Biada religii wymontowującej hamulce z dusz!
Więcej na Mszach Świętych w naszych oratoriach.
Zapraszamy serdecznie!
Błogosławionej niedzieli!
Z Panem Bogiem!
x. Włodzimierz Małota CM
3.
3 sierpnia 2025
VIII Niedziela po Zesłaniu Ducha Świętego
Wspomnienie Odnalezienia Relikwii Świętego Szczepana, Pierwszego Męczennika
+ + +
[Lekcja] (Rom VIII, 12-13) Fratres: Debitóres sumus non carni, ut secúndum carnem vivámus. Si enim secúndum carnem vixéritis, moriémini: si autem spíritu facta carnis mortificavéritis, vivétis.
(mszalik 1931) Bracia: Dłużnikami jesteśmy nie ciała, abyśmy podług ciała żyli, albowiem jeśli podług ciała żyć będziecie, pomrzecie: ale jeśli duchem sprawy ciała umartwicie, żyć będziecie.
(mszalik 1962) Bracia: Nie ciała dłużnikami jesteśmy, abyśmy według ciała żyć mieli. Jeśli bowiem według ciała żyć będziecie, pomrzecie; ale jeśli duchem sprawy ciała umartwicie, żyć będziecie.
+ + +
„Ver. 12-13. […] «Lecz jeśli duchem umartwicie sprawy ciała, żyć będziecie» Widzicie, że nie o ‘istocie’ ciała mówimy, ale o ‘sprawach’ [dziełach] ciała. Nie mówi bowiem: «jeśli duchem umartwiamy» istotę «ciała», ale «dzieła» ciała, i to nie wszystkie dzieła, lecz te, które są złe. A to jest oczywiste w tym, co następuje: jeśli to czynisz, «będziesz żył», mówi. Bo jakże mogłoby to być w naturze tych rzeczy, gdyby jego słowa odnosiły się do wszystkich spraw [ciała]? Bo widzenie, słyszenie, mówienie i chodzenie to przecież czynności ciała; a jeśli te umartwimy, będziemy tak dalecy od życia, że będziemy musieli ponieść karę zabójcy [samych siebie]. Jakie więc sprawy [ciała] mamy umartwiać? Te, które skłaniają do zła, te, które podążają za występkiem, których nie da się umartwić inaczej, jak tylko przez Ducha. Bo zabijając siebie, możesz położyć kres [tym] innym [wspomnianym wcześniej dziełom ciała]. A tego nie masz prawa uczynić. Ale tym [dziełom ciała, o które tutaj chodzi] możesz położyć kres tylko przez Ducha. Bo jeśli On jest obecny, wszystkie fale ustępują, a namiętności słabną pod Nim, i nic nie może wziąć góry nad nami. Widzicie więc, jak to jest z rzeczami przyszłymi, jak już wspomniałem, gdzie uzasadnia swoje napomnienia skierowane do nas i pokazuje, że jesteśmy dłużnikami [w odniesieniu] nie tylko [do] tego, co już się stało. Bo [nasza] korzyść [z] Ducha nie polega tylko na tym, że uwolnił nas od naszych dawnych grzechów, ale też na tym, że czyni nas niezwyciężonymi wobec przyszłych, oraz uznaje nas za godnych życia nieśmiertelnego.”
św. Jan Chryzostom (347 – 407)
XIV Homilia na List do Rzymian
+ + +
Słyszymy dziś od Apostoła i od Ojca Kościoła o umartwieniu naszego ciała, a ściślej rzecz biorąc, o umartwieniu pewnych działań naszego ciała. I gdy słyszymy o umartwieniu, może nam się gdzieś zalęgnąć w głowie błędna idea, że w umartwieniu [pewnych działań] naszego ciała, chodzi o to by je troszkę pomęczyć. Troszkę lub trochę, ale nie całkiem zamęczyć. A tymczasem chodzi o to, żeby jednak zamęczyć kompletnie. Nie samo ciało oczywiście, i nie jego dobre dzieła, tylko złe. I te złe rzeczy nie pomęczyć trochę, ale całkiem zamęczyć, czyli u-martwić. U-martwienie znaczy więc uczynienie czegoś martwym, w ścisłym tego słowa znaczeniu. I dlatego Złotousty Ojciec Kościoła nam to za Apostołem Pawłem przybliża i wyjaśnia, żebyśmy rzeczywiście u-martwili to, co ma być u-martwione.
Co ma być u-martwione w nas, to my dobrze wiemy, bo rachunki sumienia sobie przecież w miarę uczciwie robimy. Rzecz w tym, że tak umartwiamy te złe rzeczy w nas, że one jakoś ciągle mają się dobrze. Tak trochę je tylko czasami pomęczymy, ograniczymy, poskubiemy. A mamy je u-martwić, czyli je wykończyć. Złodziej ma umartwić swoje złodziejstwo i nie ma kraść mniej, tylko ma całkiem przestać kraść. Kto przeklina, nie ma przeklinać mniej, tylko z przeklinaniem ma całkiem skończyć. Umartwienie to nie jest umiarkowanie. Umiarkowanie dotyczy rzeczy z natury dobrych, które mogą być źle [nad]użyte. Umartwienie dotyczy rzeczy złych z natury, dla których nie ma miejsca w duszy i życiu uczniów Pana Jezusa.
U-martwienie tak rozumiane można też śmiało odnieść do modernizmu. Tradycja ma tak u-martwiać modernizm, żeby go całkiem wykończyć. Każdy z nas, wpierw w sobie, ma modernizm zamęczyć kompletnie. I podobnie kompletnie w Kościele. Tak jak w duszy nie powinno być miejsca na żadne błędy i grzechy, tak w Kościele nie powinno być miejsca na żaden modernizm. Modernizm trzeba więc kompletnie zamęczyć i u-martwić, czyli uśmiercić. Oczywiście, nie samych obłąkanych modernistów, bo to byłby grzech, ale modernizm w nich. I w Kościele też. I dobrze, żeby to zrozumiały w końcu różne trochę-Tradycje, które się z modernizmem oraz modernistami układają, i jakoś Kościołem i duszami w nim chcą się z modernistami podzielić. A przecież tylko tak można siebie lub kogoś chorego uzdrowić i uratować, że się zamęczy w nim chorobę, która mu doskwiera. I jeśli chory ma być znowu całkiem zdrowy, to jego choroba musi całkiem umrzeć. I w tym chrześcijańskim znaczeniu, jak podają katolickie encyklopedie, umartwienie to jest w istocie rzeczy przywrócenie grzesznika do życia. Prawdziwego, pełnego i wiecznego. U-martwienie, czyli uśmiercenie modernizmu to jedyna droga przywrócenia Kościoła do prawdziwego życia.
Więcej na Mszach Świętych w naszych oratoriach.
Zapraszamy serdecznie!
Błogosławionej niedzieli!
Z Panem Bogiem!
x. Włodzimierz Małota CM


